Zimowy czas...
To już kolejny miesiąc nowego roku, czas biegnie nieubłaganie… Dziś jest 11 luty, zza okna nieśmiało spogląda Słońce... Chciałabym przy tej okazji zatrzymać się na chwilkę i opowiedzieć Wam, jak mija mi ten zimowy czas. Pierwsze dni stycznia upłynęły pod znakiem – niestety – infekcji i nieplanowanych pobytów w szpitalu… Przyzwyczajam się z wolna i do takich wycieczek. W styczniu odwiedziłam też Warszawę, gdzie założono mi pierwszy gips na całą nóżkę, przygotowując moją stopę do zabiegu… Ale o tym nieco dalej. Ze stolicy do domu wracałam już z wirusami. Po krótkim pobycie w domu, karetka zawiozła mnie znów do szpitala, gdzie – na szczęście – udało mi się odzyskać formę. Kilka dni temu znów byłam w Warszawie – tym razem na bardzo poważnym (i bolesnym…) zabiegu tenotomii – podcięcia ścięgien Achillesa. To niezbędne, abym kiedyś mogła samodzielnie i pewnie stawiać kolejne kroki. Przez 4 kolejne tygodnie po zabiegu będę miała gipsowaną nóżkę, a potem… szyny i rehabilitacja. Ten r...

















